Być może rozczaruję niektórych internautów, ale nie będzie tu opowieści, jakich większość by oczekiwała.Takich jest pełno w książkach/filmach, napisanych przez ludzi mających ograniczony kontakt z morzem!Proza życia na statku jest mniej kolorowa niz mogłoby się wydawać,szczególnie w obecnych czasach, kiedy wymiana i dostęp do informacji jest szybki a statki stoją coraz krócej w portach niż 30 lat temu.Oczywiście bywają ciekawe "akcje" w portowych "centrach rozrywki", ale z całym szacunkiem , nie nadają się one do szerszej publikacji! Będę tu zamieszczał opisy i własne wrażenia z miejsc, które miałem okazję odwiedzić.Bardzo często na podstawie lektury i zdjęć mamy wyidealizowane pojęcie o miejscach, które je opisują.Nasza wyobraznia dopisuje to czego nie widać, w rezultacie czasami doświadczam małego rozczarowania - ale być może moja jest za bardzo wybujała!?
Od roku już pracuję na kontenerowcu w rejonie Karaibów ,pływając na linii od Panamy do pólnocnej Brazylii, po drodze zawijam do Wenezueli i Trynidad & Tobago .W tej części świata pogoda jest łaskawa, poza rzadkimi przypadkami kiedy to jakiś huragan zejdzie tak nisko, przeważnie uderzają one wyżej w Zatokę Meksykańską.Temperatura 25 - 35 C, wilgotność powietrza do 100%, ciśnienie stałe 1010 mb +/- 2 mb - jeżeli spada o więcej i szybko to znak, że coś niedobrego nadciąga, wiatry pólnocno wschodnie do wschodnich. W tym rejonie operuje prąd Gujański, dzięki któremu jadąc z powrotem (z prądem) z Brazylii do Panamy robię 2 węzły (1 węzeł = 1,8 km/h) więcej. Średnia szybkość z jaką porusza się statek to 18 węzłów, co daje przebieg dobowy 430 mil = 800 km. Największą "atrakcją" tej linii jest żegluga po Amazonce, gdyż w Brazylii mam 2 porty: Manaus i Belem.Atrakcja polega na tym, że czesto jest tylko 1 metr wody pod stępką, zważywszy na 10 metrów zanurzenia statku, nie jest to miłe uczucie, no ale to i tak jest 3 razy więcej od tradycyjnej stopy wody pod kilem !! Można się do tego przyzwyczaić, ale pierwsze przejście Amazonką było bardzo ekscytujące!!Manaus leży około 700 mil od wybrzeża Atlantyku, podróż trwa okolo 2,5 dnia w górę rzeki (z powrotem już tylko 2 dni). Rzeka w ujściu szeroka tak, że nie widać sąsiednich brzegów, robi się wkrótce węższa na 1 - 2 km.Z obu stron ściana soczystej zieleni, od czasu do czasu widać pojedyńcze chaty, małe osady i wreszcie miasta.W głównym nurcie rzeki nie ma za dużo życia: anakondy, piranie oraz inne ciekawe zwierzątka, mozna spotkać w licznych odnogach i rozlewiskach rzeki. Woda ma kolor kawy z mlekiem, a to za przyczyną osadów jakie spływają rzeką aż z Andów, które oprócz deszczów zasilają rzekę w czasie topnienia lodu i śniegu w górnych partiach gór. Najniższy poziom wody jest w listopadzie, a maksymalny w czerwcu. Rzeka cały czas zmienia swój bieg, brzegi nieustannie podmywane zapadają się, a po przeciwnej stronie tworzą sie płycizny, powstają nowe wyspy inne znikają.Głownym nurtem płyną kłody drzew, które zostały podmyte - dla małych jednostek spotkanie z taką przeszkodą jest bardzo niebezpieczne. Dzieje się to tak szybko, że mapy po roku są już nieaktualne - pozycje wychodzą głeboko na lądzie! Widać tu nieustanną walkę pomiędzy rzeką, a dżunglą, która natychmiast porasta wolne od wody obszary!
Zachód Słonca nad Amazonką oraz poranna toaleta na Rio Negro.
Oczywiście żegluga odbywa się z pilotami, są to zazwyczaj ludzie , którzy "urodzili" się na rzece, czują i znają jej kaprysy. Przed Manaus woda zmienia kolor na czarny, ponieważ port leży nad Rio Negro, zaraz przy ujściu do Amazonki.Miasto jest duże i rozległe okolo 2 mil. mieszkańców, rozkwitło i najlepszy okres miało 100 lat temu, gdy zaczęto pozyskiwać sok z drzew kauczukowca do pózniejszego wyrobu gumy.Wtedy to powstało wiele fortun i miasto rozwijało sie bardzo dynamicznie, do czasu krachu na giełdzie i wynalezienia sztucznej gumy! Jako pierwsze w Brazylii zostało zelektryfikowane, tu mała ciekawostka: w Brazylii nie ma jednolitego standartu napięcia ; można spotkać 110V jak i 220V. Jedną z większych atrakcji Manaus jest Teatros Amazonas - opera wybudowana w 1896. Całe wyposażenie i wystrój opery został sprowadzony z Europy, jedynie krzesła są wykonane z lokalnego drzewa, lecz również przez europejskich rzemieślników. Opera posiada system nawiewów pod każdym siedzeniem na widowni, obecnie klimatyzowana. Trzy poziomy balkonów wokół dolnej widowni z lożami. W tamtych czasach bogaci ludzie przychodzili często do opery aby się pokazać innym, więc zajmowali takie miejsca ( i oczywiście dużo za nie płacili ), z których byli dobrze widoczni przez resztę publiczności, lecz sami mieli słaby widok na scenę! W 1925 roku wspomniane już problemy ekonomiczne, spowodowały zamknięcie opery na przeszło 70 lat. W 1997 wystawiono pierwsze przedstawienie po długiej przerwie, gdy rząd Brazylii objąl patronat nad operą i sposoruje ją do dzisiaj. Wrażenie jest niesamowite gdy z dżungli i miasta, które nie jest za czyste, trafia się do takiego miejsca! Ktoś przyzwyczajony do czystych i sterylnych duńskich,holenderskich czy niemieckich miasteczek, dozna tu szoku. Nie trzeba zresztą jechać aż tak daleko aby tego doznać, w państwach basenu Morza Śródziemnego też to widać. Często próżno by szukać popielniczek na stołach w popularnych knajpkach, wszystko ląduje na kamiennej podłodze, dzięki temu na stole jest zawsze czysto! Wilgoć jest bezlitosna i widać to szybko na niezadbanych budynkach , a często i czuć w powietrzu. Drugą atrakcją Manaus jest plaża nad Rio Negro z jej knajpkami i muzyką przez całą noc czynnymi.....O Belem nie napiszę nic więcej niż to, że leży nad rzeką Para, gdyż nabrzeże kontenerowe jest polożone daleko od miasta w dziczy i nigdy nie miałem dość czasu aby je zwiedzić! Następnym portem po opuszczeniu Brazylii jest Port of Spain - głowny port Trynidad & Tobago. Państwo to składa się z 2 wyżej wspomnianych wysp, z tym że Trynidad jest dużo większa. Pomiędzy tymi wyspami jest przesmyk nazwany przejściem galeonów - Galleons Passage. Jeśli ktoś jest fanem reggae i Boba Marleya, to będzie sie tu czuł wyśmienicie - można tu spotkać jego sobowtóry - wyluzowanych gości w dredach i czapkach z różnokolorowej włóczki - generalnie w barwach ostrzegawczych. Z ulicznych straganów leci reggae w różnych odmianach z mocą uniemożliwiającą stanie obok bez zatkania uszu!! Jest to port chętnie odwiedzany przez żeglarzy więc słychać na ulicach języki z całego Świata. Chodząc po nich trzeba uważać aby nie potknąć się o śpiących wprost na chodnikach - jest to druga strona bycia na "luzie". Poza ropą, która pozyskiwana jest z dna morskiego, kraj żyje z turystyki. Ropa naftowa jest dla następnego kraju, który odwiedzam czystą "żyłą złota". W Wenezueli zawijam do 3 portów: La Guaira, które leży blisko Caracas - stolicy, Puerto Sucre oraz Puerto Cabello. Zatkało mnie na dobrą chwilę gdy siedząc w samochodzie agenta usłyszałem ile zapłacił za cały bak benzyny 98 super - 2$ za 60 litrów!! Tutaj każdy ma samochód i jezdzi po drogach wszystko co jest na chodzie, wiele samochodów to stare krążowniki z USA. Drugie zatkanie nastąpiło gdy włączyłem TV - jak bym się cofnął o 30 lat w Polsce. Był 1 maja i naród świętował to godnie, często dziękując werbalnie swojemu El Presidente - są jeszcze miejsca na ziemi....Całe wybrzeże Wenezueli jest górzyste, góry wysokością dorównuja naszym Tatrom, miasta leżą na wąskim pasie ziemi u podnóża gór, często zabudowa sięga połowy wysokości mniejszych stoków górskich. Tak samo jest na Morzu Śródziemnym, wybrzeże do jakiego przywykliśmy w Polsce jest rzadkością!
Na koniec chcałbym nieco zweryfikować niektóre stwierdzenia i stereotypy o marynarzach i morzu:
I to by było na tyle, ahoj......
W Kartagenie można spotkać się na ulicy z charakterystycznym malarstwem. Są to kopie Botera, który żyje i tworzy tutaj swoje pulchne postaci, bardzo chętnie kupowane przez turystów licznie odwiedzajacych to piękne (stare) miasto.
Styczeń 2008.Czekając w Houston na lot powrotny do Europy, zorganizowałem sobie wycieczkę do NASA. To właśnie tu padły słynne słowa: "Houston we have a problem" w trakcie kolejnej misji Apollo. Miałem tylko 3 godziny na zwiedzenie centrum - nie za dużo, bowiem atrakcji jest tu na cały dzień. We wczesnych latach 60-ch ubiegłego wieku USA postanowiły wysłać człowieka na Księżyc, oraz co najważniejsze sprowadzić go z powrotem bezpiecznie i w całości na Ziemię. Była to odpowiedz na sukcesy jakie, Rosja (ZSRR) zdążyła już odnieść w przestrzeni kosmicznej, wystrzeliwując pierwszego sztucznego satelitę oraz człowieka w przestrzeń kosmiczną. Do tego celu wybudowano centrum kontroli lotów w Houston, rakiety a obecnie wahadłowce startują na Florydzie z Cap Canaveral. Pamiętam jak 40 lat temu cała szkoła została "spędzona" do świetlicy aby obejrzeć relację z lądowania na Księżycu. Teraz miałem okazję zobaczyć więcej szczegółów z tego, jak do tej pory największego osiągnięcia ludzkości w przestrzeni kosmicznej. Po tylu latach oraz kontakcie z zaawansowaną techniką jaką mamy na codzień - między innymi dzięki lotom kosmicznym ( jak i ciągłym poszukiwaniem coraz to doskonalszej broni!! ), byłem pod wrażeniem, że tak prostymi środkami/urządzeniami zdołano to zrealizować!! Pod starym centrum znajduje się nowe, z którego aktualnie kontrolowane są loty wahadlowców. Znajduje się tu również ośrodek szkolenia załogi wahadłowców oraz prowadzone są prace nad rozbudową międzynarodowej stacji kosmicznej. Niestety nie miałem możliwości zobaczenia centrum Houston, miasto jest bardzo rozległe i dotarcie z portu do "down town" zajmuje dobrą godzinę i to kiedy nie ma korków na "highway"(autostrada). Houston jest największym miastem w Teksasie, który również jest i największym stanem w US. Na zdjęciach krótka wycieczka od misji Apollo do promu Endeavour.
Znajduje się tu także symboliczny cmentarz astronautów.
Maj 2008,Po kilku "podejściach" udało mi się w końcu wyskoczyć w Nowym Orleanie, oczywiście na Bourbon Street w French Quarter, która słynie z licznych knajpek z dobrą, żywą muzyką jak i również innych rozrywek. To właśnie tu urodził się Louis Armstrong i jazz wyszedł z bluesa. Do Nowego Orleanu płynie się Mississippi około 10 godzin. Miasto polożone jest w Louisianie - południowym stanie US, w którym wpływy francuskie widać do dzisiaj - nazwy ulic, a jak dobrze posłuchać to język francuski można usłyszeć. Rzeka płynie zawijasami i można spotkać na niej stare tylnokołowce, które były podstawą transportu wodnego na tej rzece 2 wieki temu. Mając bardzo małe zanurzenie mogły dobijać do brzegu w każdym miejscu rzeki. Parę fotek aby poczuć klimat miasta...
Jak widać muzykowanie jest tu dość powszechnym zajęciem.
Pazdziernik 2008. I znowu przyszło mi pakować walizki - tak do końca nie rozładowane zresztą, bo i pobyt w domu krótki. Miałem jechać na daleki wschód: Filipiny, Japonia...ale wylądowałem ostatecznie znowu na Karaibach. Tym razem "obrabiam" północnowschodnią część: od Florydy poprzez Bahama, Jamajka, Wyspy Dziewicze, Antigua & Barbuda, Dominika, St.Martin, St. Kits, St. Lucia, St. Vincent, Grenada, Trynidad & Tobago, Gujana, Surinam...uff i jeszcze parę innych małych wysepek, których nazw do tej pory nie słyszałem. Generalnie poza dużymi wyspami jak Kuba, Hispaniola oraz Puerto Rico, cała reszta jest podzielona na dwie duże grupy - Wyspy Zawietrzne, Nawietrzne oraz Antyle Holenderskie. Trochę to skomplikowane na pierwszy rzut oka i bez mapy trudno rozebrać. Obszar ten zwany jest również Indiami Zachodnimi, odkryte przez Kolumba (który wybrał się na poszukiwanie Indii, ale trafił po drodze na Amerykę) podczas jego kilku wypraw i objęte w posiadanie Hiszpanii po czym w wyniku nieustannych wojen w Europie i zawieranych po nich traktatach pokojowych przechodziły "z rąk do rąk" Hiszpanii, Anglii, Francji, Holandii - w zależności od tego kto był górą. Jedynie USA kupiło sobie Wyspy Dziewicze od Holandii w celach strategicznych. Obecnie niektóre z wysp są niepodległe, lub tworzą niepodległe wspólnoty, lecz wiekszość wybrała przynależność do dawnej "korony". Trudno aby było inaczej gdyż ludność na tych wyspach zawiera się w przedziale od 2000 do 200000 osób, a czsem jest nagle zredukowana o połowę jak to było w przypadku Montserrat po wybuchu wulkanu... bowiem geologicznie są to wyspy pochodzenia wulkanicznego, czyli w wielkim skrócie to co wystaje z wody jest czubkiem wulkanu! Wiekszość portów na wyspach była lokowana wykorzystując naturalne warunki co znaczy że jest ciasno (przez ostatnie 500 lat statki stały się "troszkę" większe od "Santa Marii" Kolumba) a wejścia są wąskie, ale za to postój przy keji jest bezpieczny. Na Jamajce w pobliżu Kingston znajdują się resztki Port Royal, który przez lata służył piratom za bazę do czasu trzęsienia ziemi w 1694, które pogrążyło go pod wodą. A co do piratów to można ich spotkać, ale już tylko jako atrakcję turystyczną (prawdziwi przenieśli się teraz do Somalii i Malezji). W tak małych portach nie ma co liczyć na wsparcie holowników przy manewrowaniu, czasem i pilot nie jest dostępny, ale to i tak "pikuś" w prównaniu z tym co osiadły na jednej z wysp emerytowany kapitan z Finlandii (pracujący jako pilot) opowiadał mi jak to było za jego czasów: musiał sam sondować (sprawdzać głębokości) podejście do portu z powodu braku map!!! Na lądzie już zapomiano, że może być inaczej, tylko w przypadku kataklizmu przychodzi chwila zadumy nad potegą natury. Na "wielkiej" wodzie można poczuć małość człowieka i jego "dokonań", za każdym razem gdy na horyzoncie pojawia się ląd to jest tak jak by go odkryć na NOWO. Woda, wiatr i fale nie zmieniły się od czasu Kolumba, jak się o tym zapomni to można mieć kłopoty.... Pora roku teraz jest tu wyśmienita - przedłużenie naszego najgorętszego lata, również sezon na huragany już zakończył się. Obserwując tubylców, aby tu żyć wystarczy mieć 3 rzeczy: klapki na stopach, krótkie spodnie (bermudy) oraz okulary przeciwsłoneczne - reszta jest już naddatkiem i stosowana w zalezności od upodobań - szczególnie dredy, czasem schowane pod przecudowną czapką z włóczki w kolorach tęczy..Podobne wymagania stosuje się odnośnie miejsca zamieszkania. Wydawało by się, że jest tu raj i jest tak w istocie dla ludzi z kasą, czyli turystów. dla miejscowych z powodu braku pracy nie jest już tak różowo - co odważniejsi emigrują, reszta zadawala się swieżym powietrzem i wegetacją. Głównym zródłem przychodów dla większosci małych wysepek są turyści z US, kręci się tu cała armada wycieczkowców. Nocą przemieszczają się one pomiędzy wyspami, aby rano zacumować przy nowej. Można w ten sposób zaliczyć dużo wysp, po południu statek odpływa do nastepnej, itd. Oczywiście przy porcie jest całe zaplecze z pamiątkami i duty free. Mało czasu pozostaje na zwiedzanie, ale jeśli ktoś jest uparty to zdąży. Poza turystyką owoce, przyprawy oraz przede wszystkim cukier trzcinowy są zródłami dochodu. Niestety tak jak w przypadku Brazylii z kauczukiem tak i tu, w chwili gdy wymyślono jak wytwarzać cukier z buraka cukrowego złote lata przemineły bezpowrotnie. Lecz nadal rum jest wytwarzany tylko z soku trzciny cukrowej... Polecam kawę z "light brown sugar" - zupełnie inny smak i to nie zależnie od gatunku kawy!!!
Skupiłem się na ludziach - ładnych widoczków jest dość w folderach wycieczkowych.
Styczeń 2009.A teraz będzie o Haiti, Surinamie i Gujanie. To są miejsca dla prawdziwych koneserów i poszukiwaczy przygód w rodzaju Indiana Jones. Jako kapitan w prosty sposób określam, w jakim stopniu dany kraj jest przyjaźnie nastawiony do odwiedzających go gości i na co można liczyć po wyjściu do miasta: im więcej urzędników przychodzi na odprawę statku po zacumowaniu tym jest "ciekawiej". I tak w skali od 1 do 10 urzędników: w normalnych cywilizowanych krajach gdzie jest bezpiecznie, ( chociaż to jest względne, ponieważ wszędzie można dostać po głowie, tylko czasem trzeba się o to długo prosić i znaleźć odpowiednie miejsce do tego) przychodzi 1 max 2, a w tych mniej bezpiecznych 10 osób jest standardem. Bierze się to z biedy, jaka jest tam obecna, a ta z kolei przekłada się na szarą strefę życia. Zapomniałem dodać, że ci urzędnicy to generalnie przychodzą po prezenty - taki stary zwyczaj wprowadzony jeszcze za Kolumba z tym, że wisiorki, lusterka i inne błyskotki zostały zastąpione alkoholem i papierosami, chociaż raz spotkałem się z życzeniem otrzymania czekolady!? Tak, więc po podpisaniu wszystkich papierów i przybiciu pieczątek na nich oraz sakramentalnym: "captain, your ship is clear", zapada "krępująca" cisza.....Oczywiście każdy ma swój sposób na zadowolenie tych darmozjadów, ale są pewne standardy, których należy przestrzegać, aby uniknąć większych kłopotów.
Haiti ( 12 urzędasów) jest najbiedniejszym krajem w tym rejonie, a nawet jak podaje locja ( to jest taki przewodnik, gdzie można znaleźć wszelkie potrzebne dla marynarzy informacje o miejscu do którego wpływamy) jest to najbiedniejszy kraj półkuli zachodniej, w 90% rolniczy! Skolonizowany przez Francję - nazywany w tym czasie Santo Domingo, był jej najbogatszą posiadłością zamorską, tu wytwarzano najwięcej cukru w całych Indiach Zachodnich. W czasie rewolucji francuskiej ruchy wyzwoleńcze dotarły i tu: w trakcie kilkuletnich walk biali, czarni i mulaci wyrzynali się dość skutecznie, bogate plantacje trzciny cukrowej zostały zniszczone i już ich nie odbudowano. Napoleon Bonaparte wysłał tu swoje siły "szybkiego reagowania", które początkowo odniosły sukces, ale wkrótce klimat i choroby wykończyły Francuzów. Razem z tymi wojskami przybyli Polacy, którzy służyli u Napoleona - do dzisiaj są mile wspominani na wyspie, bowiem większość z nich przeszła na stronę rebeliantów, a ci, co przeżyli osiedlili się. W 1804 Haiti ogłosiła niepodległość i stała się drugim po USA niepodległym krajem na obu Amerykach! Lecz wolność ta nie szła w parze z rozwojem gospodarki, która wkrótce popadła w ruinę, z której nie może wyjść do dzisiaj. Kraj ten miał też słynnego despotę w osobie Papa Doc - on i jego rodzina rządzili twardą ręką przez 30 lat. Obecnie stacjonują tu siły UN, aby studzić lokalne frakcje, które nijak nie mogą się dogadać między sobą! Dla mnie jest tu jedno zagrożenie: "stowaways" - pasażerowie na gapę, szczególnie, gdy następny port jest w US! Pomysłowość "gapowiczów" jest niezmierzona i trzeba dobrze "uszczelnić" statek, aby się przed nimi zabezpieczyć.
Surinam ( 2 biurokratów), położona jest w pasie wybrzeża Ameryki południowej pomiędzy Wenezuelą a Brazylią, zwana również Gujaną Holenderską; do kompletu pozostałych Gujan, jakie tam się znajdują: Francuskiej i Brytyjskiej. Odkryta tym razem przez Amerigo Vespucci w 1499 roku, spenetrowana przez Hiszpan i Anglików w poszukiwaniu złota, ostatecznie przypadła Holandii. W 1975 roku stała się niepodległym krajem ze stolicą w Paramaribo, który jest też i głównym portem. Pół miliona ludność jest w miarę równo podzielona na 3 wiodące religie: muzułmanów, chrześcijan oraz indu - jeden z najbardziej zmiksowanych religijnie krajów. Oczywiście wszystkie te nacje zostały tu sprowadzone do roboty, po tym jak tubylcy powymierali od chorób z jakimi przybyli Hiszpanie. Według pilota, ludzie szanują odmienność innych i dzięki temu mają dużo świąt, które wspólnie, każdy na swój sposób obchodzi! Złoto tu jest, ale pod postacią boksytu - minerału, z którego wytwarza się aluminium, znajdują się tu najbogatsze złoża. Kibicom piłki nożnej, Surinam powinien być dobrze znany, bowiem połowa reprezentacji Holandii pochodzi właśnie stąd!
Gujana ( Brytyjska), ( 8 wizytantów), graniczy z Surinamem od wschodu. Stolicą jest Georgetown, w którym zamieszkuje część 1-no milionowej ludności kraju. Również i tu jest pełna mozaika ras i wyznań. Przychody uzyskuje się z eksportu drewna "tropikalnego" oraz krewetek.
Oba porty położone są nad ujściami płytkich rzek - koszmary z Amazonki ponownie odżyły!
Joseph, który ofiarował mi prezent - breloczek do kluczy własnego wyrobu, za 1$. A ta pani pilnuje aby było zawsze ładnie zagrabione na alejkach w parku przed pałacem prezydenckim w Paramaribo.
Sierpień 2009. W najśmielszych snach nie przypuszczałem, że moje wakacje ulegną tak nieoczekiwanemu przedłużeniu i to w Hiszpanii. Ale po kolei...W lipcu zamiast na Karaiby poleciałem do Barcelony na nowy statek, po 3 ( trzech ) dniach, w drodze do Malagi o 3-ciej w nocy ( takie rzeczy nigdy nie dzieją się się w dzień ) pękł wał korbowy silnika głównego - statek został pozbawiony napędu. Holownik dociągnął mnie do Malagi, gdzie po rozładunku kontenerów przystąpiono do naprawy. Aby lepiej sobie uzmysłowić skalę przedsięwzięcia parę danych silnika: waga 180 ton, moc 10000kW, zużycie dobowe 38 ton ( obecna cena 1 tony paliwa wynosi coś koło 300$, tak więc dziennie idzie w komin 10000$ ). Aby dostać się do wału trzeba podnieść silnik wielkości małego domu, najłatwiej byłoby wyjąć go ze statku, ale do tego potrzebna jest stocznia z odpowiednim dzwigiem, do której daleko no i koszty holowania też są niebagatelne, druga możliwość to rozmontować silnik i podnieść sam blok, który po "odchudzeniu" waży już tylko 100 ton i co najważniejsze można to zrobić na miejscu bez wyciągania ze statku. I tę drugą opcję wybrano, tylko że na to potrzeba czasu. Ostatecznie po 66 dniach opuściłem Malagę!
Czas remontu przypadł na najgorętszy okres roku, temperatury dochodzą do 38C, a to za sprawą północnych wiatrów niosących ze sobą gorące powietrze z wnętrza Hiszpanii, sąsiedztwo morza nie pomaga. Najprzyjemniejszą porą dnia jest poranek i oczywiście wieczór - od 10 do 19 skwar leje się z bezchmurnego nieba ( 330 dni słonecznych w roku! ). Potrzebowałem tygodnia aby przywyknąć do takiej pogody mimo kilkuletniej zaprawy na Karaibach, no ale tam nigdy nie miałem takich postojów! Teraz łatwiej mi zrozumieć, co kryje się za popularnym w hiszpańskojęzcznych krajach słowem "maniana" - zwolnij bracie bo inaczej mózg ci się zagotuje. Spacerując po Maladze byłem pełen podziwu dla tych wszystkich, którzy je budowali przez setki lat, a wyszło im pięknie. Stare miasto to istny labirynt uliczek, czasem tak wąskich, że można dotknąć przeciwnych ścian. Pełno tam knajpek ( taberna, bodega, tapeteria ), gdzie do napojów dostaje się przekąskę ( tapas ) zazwyczaj gratis . Obsługa jest błyskawiczna, miła, a ceny niższe niż w Polsce. Popularnym daniem są tu małe rybki ( boquerones ) wielkości szprota przyrządzane na głębokim oleju lub z grila, do tego szklanka tinto di verano - wino zmieszane z napojem gazowanym + cytryna + lód, koneserzy znajdą tu różne rodzaje szynek/wędlin ( jamon iberico ) na wzór włoskiego prosciutto. Mnogość knajpek daje gwarancję, że każdy znajdzie coś dla siebie, względem menu jaki i wystroju oraz towarzystwa. Lecz gdy chce się poznać prawdziwy klimat Malagi należy zaglądać tam gdzie słychać tylko hiszpański - miasto jest pełne turystów. Tylko tu można się napić piwa słuchając mszy, siedząc w knajpce naprzeciwko kościoła, których jest sporo na starówce. Co roku o tej porze odbywa się w mieście feria - czas zabawy, nie należy tego mylić z fiestą, która jest dniem wolnym od pracy. Podczas ferii pracuje się, ale tylko do południa oraz ci co muszą, po pracy wieczorami wszyscy bawią się na placach lub pod namiotami ( klimatyzacja ) do rana przez 10 dni!! Tego typu lokalne zabawy są bardzo popularne w Hiszpanii jak i krajach Ameryki Południowej oraz Karaibów. W czasie ferii kobiety ubierają się w kolorowe charakterystyczne sukienki, młodzi preferują spotkania na ulicach, które pod wieczór zapełniają się grubą warstwą śmieci ( rano ich już nie ma ).
Prócz wina Malaga dała Światu Antonio Banderasa oraz Pablo Picassa, oboje się tu urodzili i stawiali swe pierwsze kroki. W muzeum można prześledzić kolejne etapy twórczość Picassa a na ulicach znalezć jego wiernych naśladowców.
Miałem też okazję obejrzeć corridę. Jest ona tu bardzo popularna, w czasie ferii walki odbywały się codziennie przy wypełnionych trybunach. Tłum reaguje bardzo żywo na to co dzieje się na arenie, orkiestra przygrywa odpowiednio do sytuacji bowiem walka podzielona jest na kilka etapów. Całość trwa około 15 minut, kunszt torreadora poznaje się po tym jak szybko i sprawnie "kończy" z bykiem - dostaje za to owacje na stojąco i bycze uszy, lecz jeżeli robi to nieudolnie, przysparzając zwierzęciu cierpienia spotykają go gwizdy, a oklaski odbiera byk gdy jest wynoszony z areny. Po 3 walkach miałem dosyć....
Na koniec parę zdjęć malagańczyków w różnych miejscach i sytuacjach.
Styczeń 2010. Krótko po sylwestrze i świętach, pierwszych od 6 lat spędzonych w domu ( jest to jeden z marynarskich "przywilejów" - być daleko ), powróciłem na poprzedni statek. Rejon pływania nie zmienił się - południowa Hiszpania + wyspy kanaryjskie: Barcelona, Alicante, Las Palmas, Santa Cruz de Tenerife, Arrecife oraz Puerto de Rosario. Okrążenie trwa równo dwa tygodnie, postoje w portach raczej krótkie z jednym wyjątkiem: 2 dni w Barcelonie - to dosyć czasu aby poznać to miasto w ciągu kilku postojów, a jest co oglądać! Barcelona, miasto założone przez Rzymian - jak wiekszość miast na południu obecnej Hiszpanii. Przez czas jakiś było pod arabskim panowaniem, ślady tego widać do dziś. Nie zagłębiając się w historię Hiszpanii, można by sądzić, że jest to kraj w miarę jednorodny z wyjątkiem Basków na północy, którzy intensywnie przypominają całemu Światu o swej odrębności oraz chęci odłączenia od korony. Katalonia z Barceloną też chętnie zrobiłaby to samo tyle że "bezkrwawo". Katalończycy mają swój język - dla ucha brzmi jak mix hiszpansko/francuski oraz są wystarczająco liczni i silni gospodarczo aby stanowić samodzielne państwo. Również na Wyspach Kanaryjskich spotkałem się z manifestacją odrębności. Z czego znana jest Barcelona? Oczywiście z Barcy czyli silnego klubu piłki nożnej.... W tym mieście odbyły się w przeszłości: światowa wystawa (Expo), letnia olimpiada, mistrzostwa świata w piłce nożnej - jak na jedno miasto dosyć sporo! Atrakcji turystycznych jest dużo więcej, miasto jest pernamentnie oblężone przez turystów, których "dojenie z kasy" jest ważną pozycją w budżecie miasta. Dla głodnych sztuki jest muzeum Picasa, który tu spędził część swego twórczego życia ( urodził się w Maladze, a pózniej przeniósł do Francji) oraz przede wszystkim MNAC czyli Museum Nacional D'Art de Catalunia z kilkoma stałymi wystawami od okresu romańskiego po sztukę współczesną. Szczególnie warto obejrzeć, prawdopodobnie jedyną tak obszerną, kolekcję romańskich fresków naściennych z pirenejskich kościołów - kolory są tak żywe jakby dopiero co zostały ukończone, a pochodzą one z 1100 roku!! Osobnym "tematem" w Barcelonie jest Antonio Gaudi - słynny architekt, który wprowadził do budownictwa wiele rozwiązań z obserwacji natury. Wiele jego projektów można i trzeba zobaczyć w tym mieście. Ostatnim znanym jego dziełem jest nie ukończona jeszcze Sagrada Familia - katedra. Za nią to Gaudi prawdopodobnie trafi do grona świętych, Watykan prowadzi już dochodzenie w tej sprawie. Będzie to drugi święty z poza kleru po Michale Aniele. Ukończenie budowli planowane jest na 2026, w 100-ną rocznicę śmierci architekta. Jak to zazwyczaj bywa w przypadku wielkich ludzi, pochłoniętych swoją wizją ( był kawalerem - nie od dzisiaj wiadomo, że życie rodzinne i "akty twórcze" nie sposób połączyć ), odszedł tragicznie i prawie w zapomnieniu. Zmarł w szpitalu dla biednych, po tym jak wpadł pod tramwaj, dopiero tam go ropoznano i wyprawiono królewski pogrzeb. Ostatnie lata spędził mieszkając w baraku na placu budowy katedry oraz żebrząc za datkami na jej budowę.
Sagrada Familia.
Rambla, czyli słynny barceloński deptak, gdzie życie tętni 24 godziny: w kamienicach obok pełno knajpek z ogródkami na środku alei. Spotkać tu też można ulicznych artystów różnych stylów. Skutery i motory są bardzo powszchne, dzięki metru i gestej sieci autobusów nie odczuwa się w Barcelonie, że mieszka tu 2 miliony ludzi - nie widziałem korków.
Tak wygląda rynek w Hiszpanii.
W trakcie wedrówki po dzielnicy gotyckiej zajrzałem do jednego z wielu jakie tu się znajdują sklepików. Na zdjęciu galeria z wyrobami jubilerskimi prowadzona przez Polaka. Na jednym z placów stoi kolumna z Kolumbem na szczycie, prawą ręką wskazuje na zachód, mówiąc: płyńcie tam gdzie złoto czeka. Teoria spiskowa mowi, że całe bogactwo Hiszpanii pochodzi ze złupionego złota z Ameryki Południowej. Być może gołębie wiedząc o tym, pilnują aby szlachetna głowa odkrywcy była cały czas pokryta białym nawozem....
Wyspy Kanaryjskie. Archipelag składa się z 7 wysp pochodzenia wulkanicznego, najwyższe wzniesienie, również dla całej Hiszpanii jest na Teneryfie - Pico del Teide 3720 m. Szczyt nieczynnego wulkanu z czapą śniegu widoczny jest tylko przy bezchmurnej pogodzie. Budowę geologiczną wyspy można poznać w trakcie wycieczki doliną, wzdłuż koryta wyschniętej rzeki. Powodzie są tu poważnym problemem, gdyż z powodu braku gleby i roślin, w czasie ulewnych deszczy jakie tu się czesto zdarzają, woda spływa dolinami wylewając i dewastując drogi oraz okoliczne miasteczka. W trakcie spaceru miałem okazję przyjrzeć się bliżej jak ciężko muszą pracować tutaj ludzie uprawiając swoje małe poletka aby żyć na zboczach gór.
Ten teraz pusty kanał w czasie ulewnego deszczu wypełni się po brzegi, wartka woda często dokonuje zniszczeń.
Generalnie wyspy są zbudowane z miękkiej porowatej skały, łatwej do "dłubania" palcem. Miejscami widać fragmenty skały magmowej - twardej lecz kruchej, rozsypujacej się jak ciasto francuskie.
Każdy płaski kawałek gruntu wykorzystany jest do uprawy, lecz bez umocnień tarasów niewiele by z tego zostało. Duży zbiornik służy do zaopatrzenia w wodę podczas okresu szuszy - to nie jest basen! Jak widać tylko skały i kaktusy.
Domy przyklejone są do ścian skalnych, tutaj jedena z bardziej okazałych posesji. W skałach liczne są otwory i nisze częsciowo zabudowane co sugeruje, że były albo i nadal sa uzywane przez ludzi.
Oczywiście "Kanary" przede wszystkim kojarzą się z wypoczynkiem na pieknych plażach i nocnymi zabawami - ale to każdy potrafi sobie wyobrazić...
Sierpień 2010.Tym razem nie będzie morskich opowieści... Wbrałem się w góry. Pojechaliśmy z Maćkiem na tydzień w Tatry Zachodnie - to miał być jego pierwszy kontakt z tymi pięknymi górami, dla mnie powrót do jednej z młodzieńczych pasji. Ostatni raz oglądałem je razem z bratem 33 lata temu... nic się nie zmieniły - dziwne? Podróż pociągiem do Zakopanego upłyneła szybko tym bardziej, że mieliśmy miejsca leżące, więc rano wyspani ruszyliśmy do schroniska na Polanie Chochołowskiej. Dojście jest łatwe, można nawet skorzystać z bryczki konnej. Nie udało mi się wcześniej zarezerwować miejsc w pokoju, więc szliśmy pogodzeni z tym, że przyjdzie nam spać na podłodze. Opatrzność jednak czuwała nad nami i załapaliśmy się na 4 osobowy pokój z dwoma studentkami z Krakowa. Również na Hali Ornak udało nam się spać w łóżkach. Oba schroniska położne są na 1000 mnp, szczyty Tatr Zachodnich sięgają 2150 m tak więc jest "parę" metrów do wejścia ( oraz zejścia ) nie licząc drogi w poziomie. Trochę się obawiałem jak będzie z moją kondycją po 30 latach przebywania na poziomie morza. Wychodziliśmy rano o 8 aby zdążyć przed zmrokiem do schroniska, Maciek wziął na siebie rolę tragarza, ja szedłem "luzem" - obyło sie bez palpitacji serca. Na szlaku spotykalśmy młodzież, ale również i starsze ode mnie osoby śmigające po górskich ścieżkach. W ciągu 6 dni udało nam się obejść wszystkie szlaki włącznie z jaskinami, ostatnie popołudnie przed powrotem spędziliśmy w Zakopanem.
Po wejściu na Wołowiec 2060 mnp, jeszcze nie wiemy że zejście jest bardzo strome.
W dolinach mgła, tylko szczyty wystają z "mleka".
Zejście ze "Starej roboty".
Siwa Przełęcz - tam cały rok jest śnieg.
Starorobociański Wierch 2160 npm ( z Ornaka ), dzień wcześniej gdy go zdobyliśmy pogoda uniemożliwiła podziwianie widoków z tej najwyższej góry po polskiej stronie Tatr Zachodnich.
Widok na Tatry Wysokie z Ornaka.
W Zakopanem polecam odwiedzić Owczarnię na Krupówkach - jedzenie super + góralska muzyka.
Luty 2012. Długo nie pisałem, bo i nie było o czym - statek, a ja wraz z nim, przemierzał spokojne wody południowej Hiszpanii oraz Wysp Kanaryjskich. Owszem, czasem dmuchnęło, lub martwa fala czyli rozkołys po sztormach na Atlantyku nie dawała spać, ale następne dni doskonałej pogody wynagradzały te krótkotrwałe niedogodności. Wkrótce dane mi było się przekonać jaki raj utraciłem, jak to mawiał dziadek Jacek Poszepszyński ( kto go jeszcze pamięta ? ): "trzask prask i po wszystkim" - w pewien styczniowy poniedziałek dostałem wiadomość, że ten 2 letni już czarter właśnie się skończył.... . No i zacząłem wracać na północ na Bałtyk, gdzie armator ma nadzieję na nowe ztrudnienie. Jako że statek spala paliwa za 15 000 - 20 000 $ na dobę w zależności od tego jak się wajchę na mostku ustawi, oraz pogody oczywiście, jazda pod balastem odpada. Na Bałtyk dotarłem w trzech etapach za każdym razem z ładunkiem, aby było czym za paliwo zapłacić. Pierwszy zacząłem z Lizbony,gdzie czekał na nas ładunek do Rotterdamu, drugi z Antwerpii do Londynu, a trzeci z Hamburga już na Bałtyk. Portugalia.Kraj niewielki i przez niewielu zauważany wogóle (tak jak i Finlandia, o której pózniej), a szkoda bo oprócz fado czyli charakterystycznej tu muzyki, przybliżył Staremu Światu ( Europie ) Nowy Świat o czym już się nie pamięta. Większość z nas odkrycia geograficzne i penetrację Nowego Świata kojarzy z Hiszpanią i przede wszystkim Anglią, lecz prawda jest taka, że to właśnie ten mały kraj jako pierwszy wysłał "w ciemno" swoich nawigatorów -zapewne dlatego, że jest położony najdalej na zachód w Europie, a jeden z pobliskich przylądków nosi nazwę Finisterre, czyli koniec Ziemi - taki był wtedy stan wiedzy, lecz ciekawość nie dawała spokoju. Następcy skrzętnie skorzystali z ich osiągnięć w dziedzinie żeglugi ( nowe rodzaje ożaglowania, umożliwiające płynięcie ostrzej do wiatru ) oraz nawigacji. Jeden z władców portugalskich otrzymał przydomek NAWIGATOR, aby upamietnić jego zasługi oraz sponsoring w tej sprawie. Krzysztof Kolumb - uważany jako numer 1 w tej dziedzinie, przepłynął Atlantyk ku Ameryce ( oba kontynenty nazwano na cześć innego odkrywcy - Amerigo Vespuci ) - co było dosyć proste, wystarczyło płynąć prosto na zachód. Większego wyczynu dokonał Magellan odkrywając drogę na wschód do Indii wokół Afryki. Lista nawigatorów jest dużo dłuższa , wszyscy oni zostali upamiętnieni na obelisku odkrywców w Lizbonie, a z całą historią ich podróży można zapoznać się w tamtejszym muzeum morskim - warto, bowiem o morzu i nawigacji wiem co nieco - ale byłem pod ogromnym wrażeniem tego co tam zobaczyłem. Mam pełen szacunek dla tych wszystkich, co przetarli mi szlaki, płynących za horyzont w nieznane i niewidoczne. Nadal wydaje się prościej siegnąć gwiazd bo je widać niż zajrzeć w dół do dna oceanów. Wkrótce malutka Portugalia nie była w stanie zapanować nad swoimi nowymi terytoriami - zwyczajnie przeinwestowała się i zaczęła je sukcesywnie tracić na korzyść większych i silniejszych: Hiszpanii, Anglii. Jak spojrzymy na mapie na zasięg występowania języków ( co przekłada się na wpływy kraju pochodzenia tego języka) to widać, że niewiele zostało się Portugalii: Brazylia, Azory, Wyspy Zielonego Przylądka oraz Angola w Afryce, cała reszta Nowego Świata została zdominowana przez Hiszpanię i Anglię, pózniej podłączyła sie jeszcze Francja, Holandia i Niemcy. Ciekawostka: jako, że Portugalia ma tylko jednego sąsiada - Hiszpanię, granice między obu krajami są niejako "od zawsze", w każdym razie niezmienne od kilkuset lat, co nie jest normą w naszej części Europy. Poprzednio w Lizbonie byłem 25 lat temu, zapmietałem to miasto ciepło: pełne krętych, ciasnych i stromych uliczek z charkterystycznmi krótkimi żółtymi tramwajami oraz "wykafelkowanymi" ścianami domów. Korzystając z 3 dniowego postoju odświeżyłem swoje wspomienia, co zamieszczam na zdjęciach poniżej.
Finlandia. Kraj gdzieś tam daleko na północ od nas, dzięki kótrej mamy telefonię komórkową .... Warto zajrzeć głębiej do historii aby wiedzieć, że przez kilkaset lat naród ten był w związku ze Szwecją. Razem z nią brał udział w licznych wojnach przeciwko Norwegii i Danii ( pewnie też i mieli swój udział w potopie szwedzkim na naszych ziemiach ) ale nigdy przciwko niej. Co ciekawe , język szwedzki ma się tak do fińskiego jak polski do litewskiego - czyli nijak. Ale jednak jakoś sie dogadywali, a pozostałością po tym związku jest fakt, że w zachodniej części kraju większość Finów jest dwujęzyczna. Następnie był okres wpływów carskiej rosji - w 18 wieku Finlandia została jako księstwo częścią Rosji by po rewolucji już jako suwerenne państwo pojawić się na mapie Europy. Przed 2WW (Drugą Wojną Światową) ten malutki kraj o mizernym potencjale wojennym był w stanie skutecznie oprzeć się radzieckiemu najazdowi podczas zimy 1938 zwanym Wojną Zimową. Kuriozalnie, tym razem to Rosja została pokonana przez zimę ( historycznie zawsze była ona ich sprzymierzeńcem - Napoleon czy Hitler ), dodatkowo ukształtowanie terenu - liczne jeziora sprzyjały powstrzymaniu Rosjan. Jest to mało znany kawałek historii, Rosja nie ma się czym chwalić, druga strona ma za słabe "wzięcie" w Europie aby się tym reszta zainteresowała. Finowie mają do dzisiaj podobny stosunek do swojego potężnego sąsiada jak my: "alergia" oraz "jedyne dobre co przychodzi ze wschodu to jest Słońce" - tak komentują to piloci, którzy przeprowadzają mój statek poprzez labirynt wysp Alandzkich u wejscia do Zatoki Botnickiej. Trwa to 4 godziny więc jest dosyć czasu aby pogadać - trudno stać tak obok siebie przez tyle czasu i milczeć... Zresztą wiekszość z nich ( pilotów w ogólności ) chętnie opowiada o swoim kraju. Wystarczy tylko pociągnąć za język, a można dowiedzieć się tego czego brak w przewodnikach. Mieszkańcy tych wysp, Alandowie żyjący niejako pomiędzy "młotem a kowadłem" czyli Finlandią a Szwecją wybrali ..... młot i w ramach tego kraju funkcjonują, zachowując jednak pewną odrebność ( posiadają swoją flagę ) i swobodę. Najlepszym testem na sprawdzenie Alanada jest pytanie, za którą narodową drużyną hokejową kibicuje. I właśnie z jazdy pomiędzy wyspami są następne zdjęcia.
Zdjęcia tylko ze statku gdyż pogoda i okolica nie zachęcała do spacerów...
Marzec 2022. Co pięć lat statek jest dokowany i przechodzi tzw przegląd klasowy w celu odnowienia wszystkich certyfikatów bezpieczeństwa (a jest tego kilkadziesiąt sztuk). W tm czasie przeprowadza się również niezbędne remonty szczególnie te, których nie można wykonać w czasie normalnej eksploatacji statku, szczególnie remont silnika głównego, balastów, ładowni. Każdy etap prac kontrolowany jest przez inspektora instytucji klasyfikacyjnej, który zaświadcza następnie ( poprzez wydane certyfikaty ), że statek spełnia wymogi bezpieczeństwa i jest dopuszczony do żeglugi. Do następnej "klasy", co roku odbywa się przegląd roczny ale już bez dokowania. Z oczywistych względów stocznię remontową wybiera się w pobliżu rejonu pływania statku. I tak spędziłem miesiąc w okolicach Kadyksu gdzie zlokalizowane są 3 stocznie. Moja znajduje się na terenie bazy morskiej czyli w pewnej odległości od cywilizacji i oczu ciekawskich.
Sea chest, czyli miejsce gdzie pobiera sie wodę zaburtową do sytemów chłodzenia, balastów oraz wyparownika do produkcji wody słodkiej. Za nimi (skrzynie są z obu burt)wewnątrz statku znajduję się zawór denny - kingston. W marynistyce często jest wspominany jako ten za pomocą którego można zatopić statek.
Bow thruster - dziobowy ster strumieniowy.
Dzięki statkowemu rowerowi mogłem jednak wybrać się do pobliskiego miasteczka - San Fernando, które niczym specjalnym się nie wyróżnia prócz tego, że pochodzi stąd słynny śpewak flamenco - Camaron de La Isla, w tłumaczeniu "krewetka z wyspy". Podobno ten pseudonim artystyczny wziął się z tego, że miał jasną cerę - odmienną od reszty mieszkających tu Cyganów.Nagrobek podobny do spotykanych na naszych cmentarzach romskich grobów. Tutaj Camaron został uwieczniony podczas śpiewania.
Ciąg dalszy nastąpi.... Strona główna